# 198
O 5 nad ranem ktoś zadzwonił do drzwi. Dziwne. Myślałam, że może włożyłam klucz do końca i współlokatorka dobija się, bo nie może się dostać do środka. Ale skąd miałaby wracać o takiej porze? Potem usłyszałam ludzi w popłochu zbiegających po schodach, mówiących coś o pożarze. Że niby nasz blok się pali? Cholera, a ja jestem taka zaspana... Dlaczego, jeśli już musi, nie może palić się w dzień??? Z drugiej strony co to za czasy, że sąsiedzi, którzy ostrzegają przed pożarem dzwonią tylko raz. Powini się dobijać, przecież wiadomo, że nie gotuję teraz obiadu tylko leżę nieprzytomna.
W końcu stwierdziłam, że pieprzyć ten pożar. I tak nie wyniosę wszystkiego z pokoju, jak mam stracić tyle rzeczy, niech lepiej wszystko spali się w cholerę, a ja przynamniej się wyśpię, zwłaszcza że jeszcze nie było czuć dymu.
Ten dzwonek do drzwi - brzmiał we śnie tak wyraźnie, że rano pytałam się współlokatorki czy faktycznie nic nie słyszała. Gdzie tam, ta przecież już w ogóle śpi jak zabita, pewnie nawet wiertarka udarowa nad jej głową nie przeszkodziłaby jej pospać, więc jakby faktycznie się paliło...
the roof
the roof is on fire
We don't need no water
let the motherfucker burn
Burn motherfucker...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz